Mam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony chciałbym zaoszczędzić najbliższym rozpaczy, cierpienia. Chciałbym, żeby pamiętali wszystko co najpiękniejsze, najlepsze nasze wspólne chwile, żeby cieszyli się, że w ogóle byłem. I żeby Mój duch zamieszkał w Ich wspomnieniach, i żeby One stały się rajem - tylko taki raj jestem w stanie sobie wyobrazić teraz, kiedy żyję. Ale żeby tak właśnie stać się mogło muszę najpierw się rozliczyć - przed sobą i światem. Chciałbym zdążyć, nie każdemu jest to dane. A powinno... Na wszelki wypadek codziennie spłacam swoje długi. Z drugiej strony jeśli nikt po Mnie nie zapłacze, czy będzie to oznaczać, że niewiele warte było moje życie? Nasza tradycja każe przecież płakać, obserwuje się najbliższą rodzinę podczas pogrzebu. Jak żona nie zaszlocha i nie rzuci się na trumnę, znaczy, że albo Ona bez serca, albo On wcale nie był taki świetny. Nic bardziej złudnego. Podczas nagrań podobno zakładano się, czy zaśpiewam "kochałem tylko siebie", czy w ostatniej chwili zrezygnuję i pojawi się wersja "kochałem tylko Ciebie". Nie zmieniłem tekstu. Kochać siebie naprawdę jest trudniej. Kiedy się to zrozumie, łatwiej dać miłość innym…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz